niedziela, 29 lipca 2018
Niedziela dla włosów :)
A raczej dramat dla włosów w niedzielę hehe... myślałam, że zrobię sobie fajny włosing, popróbuję nowych produktów, ale coś poszło nie tak hehe i moje włosy wyglądają beznadziejnie :) no cóż... zdarza się :) Najpierw nałożyłam na włosy żel aloesowy (akurat chłopak mi kupił w Holandii także marka nie jest ważna) do tej pory sprawdzał się dobrze :) następnie olej musztardowy na długość i skórę głowy, bo ostatnio mnie zaskoczył brakiem obciążenia włosów!! :) Nigdy nie nakładałam olei na skórę głowy, oprócz rycynowego na początku pielęgnacji i 3 dni nie mogłam po tym domyć włosów xD. Po godzinie poszłam się kąpać, zemulgowałam olej Kallosem Multivitamin - do tej pory wszystko mi się elegancko sprawdzało w takiej wersji, następnie nowością był szampon, którym umyłam włosy z Cafe Mimi po którym już czułam, że włosy są jakieś tępe w dotyku i skołtunione :( ... następnie zrobiłam płukankę kawową, po której już w ogóle włosy wydawały mi się nie do rozczesania... zrobiły się bardzo suche :/ a gdy czytałam vo niej opinie to dziewczyny wspominały, że włosy są miękkie i nawilżone (!!) Spłukałam ją jeszcze wodą, myślałam, że uda mi się jakoś uratować sytuację... Niestety niewiele to pomogło... ostatnim krokiem była maska, która już chyba na dobre pogrążyła sprawę dlaczego pogrążyła? Bo jest z proteinami, których moje włosy nienawidzą :) ale myślałam, że nie będzie tak źle, bo są to aminokwasy jedwabiu a maska dodatkowo zawiera nawilżający panthenol, ale niestety efekt przeproteinowania jest okropny :/ No, ale nic, w takich sytuacjach pozostaje związać włosy i iść dalej xD W słońcu wyglądają tragicznie, a w cieniu całkiem znośnie... P.S. Cholernie nie podoba mi się ta rudość, chyba niedługo polecę po szampon koloryzujący, bo nie mogę na to patrzeć :/ Zdjęcie w cieniu :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz